Piotr 'Pioe' Sanocki

z Nowej Soli

kontakt e-mail: piosan@wp.pl

gg. 1455770

 

No to może trochę o mojej historii :)

 

Jak poznałem ten sport? Być może to trochę dziwne, ale dzięki delfinom. Zawsze byłem zafascynowany tymi ssakami. Czytałem o nich bardzo wiele. Aż do pewnego momentu, gdy w internecie znalazłem artykuł o człowieku-delfinie. Był on o znanym freediverze. Zaciekawiło mnie, jak taki człowiek jest w stanie tak długo wytrzymywać pod wodą i nurkować na głębokość przekraczającą 60 metrów na jednym oddechu? Przecież to niemożliwe! – tak myślałem ;)

Odnalazłem w tym artykule słowo kluczowe: „freediving”. I właściwie od tego się to wszystko zaczęło. Znalazłem polską stronę miłośników tego sportu (zobacz w dziale ciekawe linki). Przeczytałem każdy artykuł i każdy tekst na forum. Pełen entuzjazmu postanowiłem spróbować!

Wstrzymywałem oddech przy monitorze komputera czytając artykuł jak to robić. Tak oto pierwszy raz w życiu osiągnęłem swoje 2 minuty. Był to szok. Niesamowita radość. Tym bardziej, bo wtedy mój rekord wynosił zaledwie 1:30 minuty.

 

Miłość do tego sportu rozwinęła się na basenie. Tam też poraz pierwszy osiągnęłem dno na głębokości 4 m. Z początku to polegało na dotknięciu kafelek i szybki powrót na powierzchnię. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że przecież mogę tam pozostać dłużej. I to był moment przełamania. Zacząłem traktować swoje treningi na poważnie. Od początku podstawą była dla mnie wiedza. Wytrwale ćwiczyłem w domu tabele. Czasem nawet w autobusie w drodze na basen. Zaprzyjaźniłem się z ratownikami i trenerami. To dzięki ich wyrozumiałości mogłem trenować na basenie.

 

Pierwsze moje początki były bez asekuracji. Z czasem zacząłem poprawiać swoje wyniki. Walczyłem o każdą sekundę i o każdy metr długości basenu. W końcu gdy moje rezultaty zaczęły być odrobinę za-niebezpieczne musiałem zagwarantować sobie asekurację. Z racji tego, że poznałem tam kilku ludzi stałem się tam „atrakcją” i „dziwakiem”. Każdy się pytał co robię, lecz nikt nie chciał spróbować. Jednak z chętnymi do asekuracji nie było problemów. Więc po odpowiednim przeszkoleniu miałem „ochronę”. Po tych zabiegach mogłem spokojnie kontynuować treningi.

 

W tym roku pierwszy raz w życiu nurkowałem w naturalnych zbiornikach wodnych – w naszym morzu i w jeziorze! Powiem tylko, że było cudownie i nie zamierzam na tym kończyć ;)

 

Jeżeli jest ktoś chętny i chciałby spróbować ćwiczyć ze mną. Jestem otwarty na propozycje.

 

Piotr 'Pioe' Sanocki